Hide / Show   X
2013-08-20

Swory

No dobra. Jak wyglądały przygotowania do tegorocznej wyprawy w obszary zakazane? Zaczęło się niefajnie. Zgubiliśmy się w miejscowości Małe Swornegacie szukając drogi do miejscowości Swornegacie. Nazwa ta pochodzi od dwóch kaszubskich słów: swora, czyli warkocz pleciony z korzeni sosnowych, wykorzystywany do umacniania, czyli gacenia brzegów (gacy) jezior i rzek przez mieszkańców. Gacenie czy gace to będzie to drugie słowo chyba. Swornegacie są rówieśnikiem moich kochanych Żor, o ich istnieniu wspomina XIII wieczny dokument Teobaldo Viscontiego - kolegi Tomasza z Akwinu, krzyżowca i papieża. No więc jak się zgubiliśmy, to się zatrzymaliśmy i spytaliśmy stojącego przy drodze Kaszeby, którędy do Swornychgaci. Swory? - spytał ledwo stojąc na nogach.W wymemłanej półtoralitrowej butelce z plastiku miał jakąś podejrzaną ciecz, która nadawała jego oczom dziwny blask. Z powrotem i cały czas prosto, calutki czas prosto. Ale kurwa jak? - pomyślałem, bo przecież właśnie stamtąd wracaliśmy. Stamtąd czyli z powrotem i calutki czas prosto i nie było tam żadnych Swornychgaci!! Ale jak to? - spytała pijanego Kaszeby Natasza nieco bardziej bardziej dyplomatycznie niż ja sobie pomyślałem. Normalnie na Swory - Kaszeba patrzył na nas z pobłażaniem jak na wycieczkę ze Śląska, z powrotem i cały czas prosto! Chcąc nie chcąc zawróciłem w poszukiwaniu miejsca, które się zdematerializowało najprawdopodobniej, wpadło w czarną dziurę czasoprzestrzeni niczym warkocz pleciony z korzeni sosnowych. Wreszcie nie tak całkiem z powrotem i cały czas prosto, bo lekko w prawo jednak, pojawiły się wieże Kościoła w Sworach. Byliśmy uratowani. Łódź zwodowaliśmy półtorej godziny później w miejscowości Stara Brda. Rzeka miała szerokość około czterech metrów i głębokość 30 centymetrów. Soar pro pioneer wyglądał w niej jak lodołamacz atomowy na stawie Śmieszek w Żorach. Ale jakoś płynęliśmy. Dzień później na odcinku rzeki ze zwalonymi konarami napotkaliśmy bardzo miłą grupę kajakarzy z Gdańska i płynęliśmy z nimi do końca dnia. Okazało się, że to znajomi z siłowni Janka Lisewskiego - kitesurfera, który kiedyś chciał przepłynąć Morze Czerwone, ale mu się nie udało, ale dziabnął nożem kilka rekinów i wrócił cały i zdrowy. Kajakarze z Gdańska podzielili się z nami kiełbasą, a my z nimi portugalskim winem i tak dopłynęliśmy do Przechlewa, a w sobotę do Małych Sworów. Podsumowując: 2 i pół dnia płynięcia, 70 km, kilka jezior, Brda bardzo zróżnicowana od wąskiego leśnego strumienia po rzekę meandrującą wśród szuwarów.



© Maciej Tarasin.
Created by: sakowww.com
Maciej Tarasin - Adventure & Exploration
Photo: Maciej Tarasin