Hide / Show   X
2013-07-23

Plemienna Sinead O'Connor

W zakładce expeditions Omo pojawiła się grafika Magdy Rut. Portret świetnie oddaje wymalowaną na twarzy kobiety żyjącej na prawym brzegu Omo niechęć do obcych. Może tylko obojętność i brak zaufania? Mursi i Suri pod tym względem nie różnią się bardzo od nas. Na obcych reagują czasem niechęcią, czasem zaciekawieniem. Kobietę z portretu Magdy nazwałem plemienną Sinead O'Connor. Pewnie podarłaby zdjęcie najpotężniejszego szamana nad Omo, gdyby aparaty fotograficzne były tam tak powszechne jak AK 47.
Powróciły wspomnienia znad tej etiopskiej rzeki. Stara kobieta stojąca na wysokim klifie i machająca jakimś przedmiotem. Podpływamy bliżej i widzimy, że trzyma ona kły hipopotama. Trwalsze niż kość słoniowa, z dwoma warstwami zębiny. Głębsza warstwa wygląda jak marmur i może mieć zielonkawy odcień. Trzymałem je przez chwilę w ręce zastanawiając się gdzie się podziały hipopotamy dolnego Omo. Pewnie wytłukli je Mursi w latach suszy i głodu. W górnym Omo na wysokości ponad 1000 m.n.p.m hipopotamów było dużo więcej. To mniej więcej tak jakby u nas pasły się w Morskim Oku. Znając zachłanność zakopiańskich górali nie można wykluczyć, że któryś po przeczytaniu tego tekstu sprowadzi kilka osobników ku uciesze ceprów i dla nabicia kiesy. Koło schroniska stanęłyby budki z trawą i wodną roślinnością. 10 pln za kilogram pokarmu dla hipów. Hipopotamy wypróżniają się głównie w wodzie, co prowadzi do nawarstwiania allochtonicznych materiałów organicznych wzdłuż koryt rzecznych. Zaczynam rozumieć skąd wziął się ten dziwny kolor rzeki Omo.. Tylko kto sprzątałby Morskie oko po tym wszystkim?
Ale wracając do wspomnień: Starucha zwietrzyła interes widząc dwóch białych płynących łodzią pośród brunatnych wód Omo. Pewnie kiedyś w przeszłości do jej wioski zawitali podobni przybysze i za haczyki albo maczetę dostali kły. Nie złorzeczyła nam kiedy odpływaliśmy nie dobiwszy interesu. Mruknęła pod nosem jakieś przekleństwo animistyczne i zniknęła pośród młodej jeszcze kukurydzy. A może się uda wcisnąć białym kompletnie bezwartościową kość i uzyskać coś praktycznego w zamian - pomyślała zapewne stara, a kiedy się nie udało wróciła do swoich zajęć.
Nie ona jedna chciała z nami pohandlować. Kilkukrotnie wypływały nam naprzeciw toporne, zbudowane z pojedynczego pnia jednostki handlowe obładowane plecionymi koszykami. W zamian chcieli haczyki na ryby. Pokazywali to dość obrazowo wsadzając sobie do buzi  palec wskazujący i wypychając nim od środka policzek. Szukali też możliwości nabycia od nas brzytwy lub żyletek, aby móc bez problemu kreować najbardziej fantazyjne fryzury. Moda w dolinie Omo to już temat na zupełnie inny wpis.


© Maciej Tarasin.
Created by: sakowww.com
Maciej Tarasin - Adventure & Exploration
Photo: Maciej Tarasin